niedziela, 25 września 2016

Siła Sióstr

O moich przyrodnich siostrach pisałam tu. Chyba jedna z pierwszych notek na blogu. Kilka dni temu uświadomiłam sobie, jak bardzo mi tamtych czasów brakuje. Jak mocno się od siebie oddaliłyśmy. O jedną kłótnię za dużo, o kilka niepotrzebnych, bolesnych słów za wiele.

Wciąż jest nie tak, jak być powinno. Bez przerwy pojawia się jakieś "ale, zawsze na przeszkodzie stoi coś lub ktoś. Każda ma teraz swoje życie. Brakuje już czasu na te sprawy mniej ważne. Cieszę się ogromnie, że są szczęśliwe. Mają wspaniałych mężów, cudowne zdrowe dzieci a ja trójkę wspaniałych, roześmianych i uroczych szkrabów wołających do mnie "ciociu". Filipek, Zuzia i Nikoś — cudowna banda trojga! I tak jak wiedziałam to rok temu, wiem to i dziś — zawsze mogę na nie liczyć. Tyle kłótni i sprzeczek już za nami, tyle trudnych chwil i ciężkich dni. Po każdej kłótni obiecywałyśmy sobie, że już nigdy się do siebie nie odezwiemy i zazwyczaj po tygodniu nam mijało :). Zawdzięczam im bardzo dużo, bo w jednym z najtrudniejszych momentów mojego życia to one jako pierwsze wyciągnęły pomocną dłoń. Były przy mnie, wspierały i doradzały. Mój "telefon do przyjaciela" działał zawsze i myślę, że dziś też by zadziałał, ba pewna tego jestem! Tak, to tylko przyrodnie Siostry, może tylko a może aż. W każdym razie jedyne Siostry, jakie mam. Obiecałam sobie kiedyś, że odbuduję tę więź, której nam zabrakło, zawaliłam sprawę. Dziś jestem pewna na milion procent, że już nie odpuszczę. Rodzina to siła największa a siła sióstr jest siłą najsilniejszą! Paula, Kaja -bo jak nie my, to kto? 

I wiem , że teraz zbliżymy się do siebie dużo bardziej, bo pojawił się ktoś jeszcze. Ktoś, kogo brakowało nam przez całe życie. Kobiety z natury są silne i łatwiej radzą sobie ze zmianami. A zmiany są dobre, szczególnie zmiany na lepsze. A za jakiś czas nasze Siostrzane Trio odśpiewa głośno i radośnie "mam tę mooooc" -tak będzie! Czuję to w kościach. Wiem, że podły ze mnie człowiek , uparty i złośliwy (nikt idealny nie jest, przynajmniej ja ideału jeszcze nie spotkałam :P ) , ale najważniejsze, że akceptujemy siebie, a nawet jak coś nam nie pasuje, to sobie to wykrzyczymy i nam lżej. Czyż nie?

Rok, który właśnie mija, wniósł w moje życie baaaardzo dużo. Bywało różnie, ale jedno wiem na pewno, co nas nie zabije to nas wzmocni. Każda porażka uczy nas czegoś nowego, każdy błąd daje do myślenia, a każdy sukces dodaje skrzydeł. I na koniec ,dziękuję jeszcze jednej osobie , jak bardzo dużo dzięki niej zrozumiałam. Jak wiele wniosła w moje życie. Czas spojrzeć na świat oczami dorosłego człowieka, a nie wiecznie nieszczęśliwej gówniary. Walka z samym sobą jest ogromnie trudna- trzymajcie zatem kciuki! Bo będzie się działo, oj będzie!













poniedziałek, 12 września 2016

Gdzie są moje Przedszkolaki?

Minął rok. A dokładniej 14 miesięcy od momentu gdy pożegnałam moich przedszkolaków, Dziś wszyscy chodzą do zerówki czy pierwszej klasy. A ja uwierzyć nie mogę, że to już. Z utęsknieniem zdjęcia przeglądam, filmiki, śmieszne dialogi wspominam i duma mnie rozpiera, że dzielnie i z uśmiechem na twarzy pożegnali przedszkole.

Rozmawiałam kilka dni temu z mamą Stasia i z mamą Olka. Jak chłopcy, jak pierwsze dni w nowej szkole? I wiecie co? Poradzili sobie, bez najmniejszych problemów. Dzielne chłopaki! Ba , zawsze tacy byli. Mądrzy, odważni, łobuzowali na potęgę ale byli bardzo wrażliwi. Do dziś pamiętam słowa Stasia skierowane do kolegi, gdy ten dokuczał innemu chłopcu:

-Jak mówisz mu, że jest głupi, to jest mu przykro i boli go serduszko. To brzydko!

Tak, taki był Staś. Niesamowicie wrażliwy. O wszystkim mówił z ogromnym przejęciem. Z zapartym tchem opowiadał o swoim braciszku. Na pytanie za co kocha swoją mamusię (zajęcia dotyczyły dnia Mamy) bez zastanowienia odpowiedział :

-Za to, że kocha mnie i Janka i codziennie o nas dba. I za to, że ładnie się do nas uśmiecha!

I każdego dnia mówił, że kocha przedszkole, że lubi tu być. Dziarsko przekraczał próg sali i nigdy nie było problemu z pozostaniem w przedszkolu. Ale czasami, przychodził moment, że Staś podchodził do którejś z Nas i po cichu szeptał czy może się przytulić bo "jego serduszko zatęskniło za Mamusią". Wzruszał mnie niezmiennie. I tak, z ręką na sercu przyznaję, że zakochałam się w Stasieńku od pierwszego dnia. Był taki mądry i wrażliwy a energii miał tyle, że starczyłoby jej na całą grupę :). Zaskakiwał nas bardzo często. Gdy którekolwiek z dzieci miało urodziny i rozdawało cukierki, każde z dzieci składało solenizantowi życzenia. Wszyscy powtarzali jak jeden mąż : "Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin" . Przyszła kolej na Stasia :

"Życzę Ci dużo radości, i zdrówka, i dużo miłości i żebyś był zawsze szczęśliwy". 

I przyszedł dzień, że Staś wzruszył Nas niemal do łez. W przedszkolu obchodziliśmy dzień Autyzmu. Niebieskie ubranka, dziewczynki niebieskie kokardki we włosach, nawet  śniadanie dzieci jadły na niebieskich talerzykach. Na zajęciach, tłumaczyliśmy dzieciom dlaczego dziś wszystko jest "na niebiesko" , w pewnym momencie zgłasza się Staś i mówi :

"Ja wiem co to za choroba. Dzieci które na nią chorują szybciej się złoszczą i mamusia musi z tym dzieckiem cały czas być i pilnować, żeby sobie nie zrobił nic złego..." 

I opowiadał tak przez dłuższą chwilę. Przedszkolak. Mały chłopiec, który miał już świadomość tego czym jest autyzm.  Nasza perełka, chłopiec, łobuz o wielkim i wrażliwym serduszku.
Pamiętam dokładnie wszystkie dialogi bo za każdym razem Staś nas zaskakiwał. Brawa dla rodziców! I czoła chylę Mamie, która mimo wielu trudności zawsze witała i żegnała nas uśmiechem!
Niesamowita była ta moja grupa. Niesamowita. Oluś, nasz przedszkolny łobuziak. Zawsze potrafił wszystko wytłumaczyć i wyjść z opresji obronną ręką. Poradzi sobie chłopak w życiu oj poradzi :). Pamiętam jak podczas obiadu, nagle odsunął talerz z zupą i łobuzerskim uśmiechem oznajmił :

-Mój brzuszek mówi, że już nie chce jeść!
-Ojj chyba nas Oluś oszukujesz, ja nic nie słyszałam.
-Bo to mój brzuszek i tylko ja go słyszę! :D 

Kurtyna!

Albo jeszcze jedno! Dzieci siedzą przy stolikach i wykonują polecenia w swoich książkach.  Olek znudzony, jako pierwszy kończy pracę i pyta czy już może się pobawić.

-Olek, dlaczego tak niestarannie. Przecież Ty potrafisz pięknie kolorować!
-Nic nie poradzę. Taki się urodziłem! 

No przecież taki się urodził, co poradzić? :) Zawsze ale to zawsze miał odpowiedź na wszystko. Cwaniaczek nasz! A dziś już czaruje swym urokiem osobistym inne Panie. Myślę, że pokochają go równie szybko, co my!

 Kochani byli , wszyscy! Kornelka, nasza przedszkolna pomocnica. Uwielbiała się tulić i przesiadywać na naszych kolanach. Gaduła i mądrala -Zosia, strojnisia Wiktoria , która w przyszłości planowała zostać Księżniczką :) Krzyś i Dominik bystre i zdolne chłopaki. Mateusz, Michał, Dawid, Damian, Wiktoria, Maje, Dawidek, Bartek, Karolka i Karol-najwspanialsza grupa pod słońcem.  Mądra, zdolna i pełna energii! Uwielbiali wycieczki, spacery, wszelkiego rodzaju konkursy i zabawy. Radzili sobie ze wszystkim. Tak byli idealni i nie będę tego ukrywać :) Każdej Pani, życzę równie cudownej grupy!
A ja wspominać i tęsknić będę już zawsze. Zaciskam kciuki za ich przygodę w dalszej edukacji. Świetnie sobie poradzą, wiem to na pewno! Moje kochane Biedroneczki!!


Staś








Oluś 





piątek, 9 września 2016

O tym jak ważną rolę odgrywa rozmowa z dzieckiem.

Dzieci bardzo często chcą uczestniczyć w rozmowach dorosłych. Pragną aby ich zdanie było tak samo ważne jak rodziców, dziadków, czy starszego rodzeństwa. Chcą być zauważane i brane pod uwagę w podejmowaniu różnych ważnych i mniej ważnych decyzji. 

Rozmawiając z dzieckiem, musisz mu pokazać, że bardzo uważnie go słuchasz, ze to co mówi, jest dla Ciebie tak samo ważne jak dla niego. Nie gań go, nie umoralniaj, nie pouczaj. Wysłuchaj uważnie do samego końca. Zaakceptuj jego uczucia słowami :
"rozumiem, że mogło Cię to zdenerwować" ,"masz prawo być smutny, to była bardzo przykra sytuacja" itp. 

Kiedy widzisz, że dziecko jest smutne, czy wściekłe nie staraj się go odwrócić od tych uczuć, czy zająć go czymś innym, wręcz przeciwnie , mów głośno o tym co w danej sytuacji się dzieje. 

-"Widzę, że jesteś smutny, opowiedz mi co jest tego przyczyną" 
-"Jesteś bardzo zdenerwowany, powiesz mi dlaczego? Chętnie Cię wysłucham" 

Kiedy dziecko zauważy, że jego problemy i zmartwienia (nawet błahe), są równie ważne, co problemy reszty rodziny zacznie otwarcie mówić o wszystkim co czuje. Odpowiednia rozmowa z dzieckiem potrafi zdziałać bardzo dużo. Dużo łatwiej również, zachęcić dziecko do współpracy. Nie rozkazuj dziecku, nie wydawaj poleceń. Nie pokazuj mu, że to Ty rządzisz i , że to twoje zdanie ma największe znaczenie. Pokaż mu, że go słuchasz, że traktujesz go jak pozostałych członków rodziny, rozmawiaj z nim tak , aby czuło się ważne. Opisz problem. Wytłumacz mu spokojnie co jest nie tak. Przedstaw krótki, prosty komunikat, aby dziecko mogło zrozumieć w czym tkwi problem i zastanowić się co z nim zrobić. 

-"W twoim pokoju jest straszny bałagan" , "W salonie są porozrzucane klocki. Jak myślisz, co trzeba z tym zrobić?" 

Nie oskarżaj, informuj. Dzieci nie lubią oskarżeń i zazwyczaj przyjmują je niechętnie. Mów krótko, zwięźle i zrozumiale. Powszechnie wiadomo, że słuchanie kazań i wykładów jest mało lubiane. Proste i krótkie komunikaty łatwiej trafiają do dziecka. Zamiast rozkazywać, spróbuj inaczej wyegzekwować od dziecka pomoc. 

-"Byłoby mi zdecydowanie łatwiej, gdybyś pomogła mi w sprzątaniu" .
-"Bardzo bym się, ucieszyła, gdybyś posprzątał swój pokój" .

Nie ma tonu rozkazującego, dziecko nie ma poczucia, że masz nad nim władzę. Kiedy przedstawiamy dziecku problem i udzielamy dużo  informacji, zwykle samo dochodzi do wniosku w czym tkwi problem i stara się go rozwiązać. Mów głośno o swoich odczuciach i tego samego oczekuj od dziecka. Odpowiednia rozmowa czyni cuda. 

Słuchaj, mów szczerze, pokaż , że rozumiesz, jesteś zainteresowany tym co mówi i chcesz pomóc mu w rozwiązaniu jego problemu. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Oczywiście szczera rozmowa. Słuchaj , nie oskarżaj i nie rozkazuj a sukces murowany!

Polecam książkę (z której korzystałam pisząc tę notkę) "Jak mówić ,żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" Adele Faber, Elaine Mazlish


środa, 24 sierpnia 2016

Nie bądź tchórzem!

Wszyscy popełniamy błędy. Błądzić jest rzeczą ludzką, prawda? Tak trudno jest przyjąć do wiadomości, że coś robimy źle. Ciężko przyznać się do błędu a jeszcze trudniej przyjąć do wiadomości, że to w nas samych tkwi problem. Co należy wtedy zrobić? Na pewno nie uciekać. Uciekają tylko tchórze. Poddają się tylko Ci, którym nie zależy. 

Przychodzi trudny czas. Wszystko widzisz w czarnych barwach. Wszędzie wyczuwasz podstęp, intrygę. Najmniejszy drobiazg doprowadza cię do szału a najbliższe osoby wydają się być największymi wrogami. Nie chcesz słuchać żadnych rad, gardzisz wsparciem, ranisz tych , których kochasz najbardziej. Byle dopiec, byle dowalić, byle sprawić przykrość. Przestaje ci zależeć. Wszystko masz w nosie. To nic, że ktoś kogo kochasz, wylewa przez Ciebie łzy, nic wielkiego, drobiazg. Przecież powiedział ci prawdę, prawdę, której się boisz, nienawidzisz i nie akceptujesz. Prawdę o twoim problemie. Jeszcze wczoraj skoczyłabyś za tym kimś w ogień. Dziś go ranisz najboleśniej jak potrafisz. Czujesz się skrzywdzona, zraniona, oszukana. Zastanawiasz się wciąż, jak ona mogła być w stosunku do Ciebie taka podła.

Jaki problem, przecież ja nie mam problemu. Wszystko jest ze mną w porządku. To z nią jest coś nie tak. Czepia się.

I atakujesz każdego, kto próbuje Ci wyjaśnić w czym tkwi problem, co robisz nie tak. Chcą dobrze, a Ty się unosisz honorem i obrażasz. Duma nie pozwala Ci na przyznanie im racji, przecież znasz siebie, wiesz lepiej. Oni wciąż się czepiają. Niech się odwalą, Masz dość. Mówisz to dobitnie i boleśnie. Karzesz im spadać.

I co dalej? W końcu zostajesz sama. Nie przepraszam, razem z tobą zostaje ta pieprzona duma. I umierasz. Umierasz od środka. Bo z biegiem czasu okazuje się, że przez dumę, straciłaś najbardziej wartościowych ludzi jakich spotkałaś w swoim w życiu. Ludzi, którym naprawdę zależało na twoim szczęściu. Im nie chodziło o to, aby ci dopiec, wyśmiać cię, czy sprawić przykrość. Chcieli wskazać ci dobrą drogę, krętą, długą i z przeszkodami, ale prowadzącą do szczęścia. Nie pozwól, aby do tego doszło. Nie dopuszczaj do tego aby duma odebrała ci to, co w życiu najważniejsze. To straszne uczucie. Tak, ja to wiem. Ba, znam na pamięć.

Nie okłamuj tych, którzy cię kochają, nie odrzucaj pomocnej dłoni. Jeśli jest ktoś, kto potrafi być w stosunku do ciebie szczery do bólu, szanuj go, kochaj i nigdy nie pozwól odejść. Taki ktoś to skarb. I właśnie to jest miłość. Najszczersza i najprawdziwsza. Szanuj ją i odwzajemniaj a wygrasz życie.

Nie piszę tego tutaj po to , aby was pouczać. Nie, nie to mam na celu. Ostatnio musiałam przewartościować swoje życie i porzucić dumę. Są rzeczy ważniejsze niż duma. Są ludzie warci wszystkiego. Dziś wiem to na pewno. Wiem też, że nigdy nie można się poddawać. Zawsze jest o co walczyć. Czuje się jak nowo narodzona. Zrobiłam reset, przyznałam się do swoich błędów, problemów, wad i całej reszty. Lżej mi. Szczególnie, że mam wsparcie. Najwspanialsze jakie mogłam sobie wymarzyć. Za to wsparcie, dziękować będę już zawsze. A więc DZIĘKUJĘ!

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Ważne to , co teraz.

Czym jest życie bez marzeń? O ile bardziej bylibyśmy smutni gdyby nie marzenia. Byłoby nam zdecydowanie trudniej gdyby nie plany. Bylibyśmy zdecydowanie ubożsi gdyby nie wspomnienia. Czasem jednak marzenia pochłaniają nas tak bardzo , że żyjemy tylko nimi a wspomnienia stają się być codziennym elementem naszego życia. Przestajemy planować, żyć tym co teraz,  a skupiamy się na tym co było, wykopujemy z głębi serca te najpiękniejsze momenty naszego życia, wracamy do nich i próbujemy sobie wmówić, że wciąż jest tak jak dawniej, że ten piękny czas za którym tak tęsknimy wciąż trwa albo wróci już wkrótce. I wiecie co? To zabija. Przez moment jest cudnie, ale za chwilę wraca rzeczywistość i okazuje się, że wszystko jest tak jak było pół godziny wcześniej. Trzeba żyć dniem dzisiejszym, nawet jeśli serce z tęsknoty pęka. 

Czasu nie cofniemy, słów wypowiedzianych w nieodpowiednim momencie i w nadmiarze emocji też nie. Krzywdy jaką wyrządziliśmy innym nie naprawimy jednym "przepraszam" a straconego zaufania nie odzyskamy już nigdy choćbyśmy się nie wiem jak starali. Każdy z nas popełnił przynajmniej raz w życiu taki błąd, którego żałuje do dzisiaj. Każdemu z nas udało się coś totalnie spieprzyć. Sztuką jest to zauważyć i nie popełniać więcej tego samego błędu. Bywa, że na skutek tego pieprzonego błędu musimy odpuścić i zrozumieć, że co było nie wróci, że na własne życzenie straciliśmy to, kochaliśmy i wciąż kochamy najmocniej. Mądrość człowieka chyba na tym właśnie polega. Trzeba pogodzić się z tym co daje nam los i z tym, co mamy na własne życzenie. Choć boli cholernie, choć serce rozrywa i łzy ciśnie do oczu. 

Musimy żyć tym co teraz, szukać pozytywów w każdym nowym dniu, Myśleć o tym co mamy a nie o tym, czego nam brak i za czym tęsknimy. Wspomnienia są piękne i bardzo ważne, ale jeśli będziemy żyć tylko nimi, to utoniemy w morzu własnych łez. Nie jest łatwo, nikt nie mówił, że będzie. Każdy z nas jest kowalem własnego losu i każdy z nas płaci za swoje błędy. Czasem cena jest ogromna, ale zawsze czegoś to nas nauczy. 

Wiem jedno, co było, nie wróci, choćbyśmy na głowie stanęli nie odzyskamy straconego czasu i zaufania. Także, kochajmy, szanujmy to co mamy, bądźmy szczerzy, nie rańmy tych których kochamy i bądźmy prawdziwi, prawda zawsze wygrywa. A, zapomniałabym - wspominajmy, od czasu do czasu. Bo wspomnienia też są piękne! 

czwartek, 26 maja 2016

Początek i koniec

"Wszystko co dobre szybko się kończy". Pamiętam jak często słyszałam to zdanie. Teraz, jak wspominam wszystko to, co minęło, faktycznie-to co dobre,trwało najkrócej. Prysnęło jak bańka mydlana, zniknęło jak zachodzące słonce. Pozostała tylko tęsknota i żal,ogromny żal bo za szybko, bo za krótko, bo minęło. Tylko dlaczego? I po co? Po cholerę to życie pędzi jak oszalałe? Po cholerę tracimy tych, którzy dają nam najwięcej pozytywnej energii i  totalną swobodę bycia sobą? Często z własnej głupoty, często z racji losu podłego i przekornego. 

I powtarza sobie człowiek za każdym razem, więcej nie skrzywdzę, nie zranię słowem, nigdy już się nie zaangażuję, nie dam całej siebie i co? I nagle jeb, kolejny koniec, znowu płacz i żal, znowu tęsknota. Wmawianie sobie, że "może nam się wydaje i wszystko jest jak było" po jakimś czasie przestaje działać. Trzeba po prostu mieć nie tylko twardą dupę,ale i serce. Wrażliwość też jest fajna, ale jej nadmiar zabija. Zastanawiałam się ostatnio, czy najlepszym sposobem jest już na początku przygotować się na koniec. Tylko jak ten początek jest cudowny, taki wyśniony, wymarzony, to po cholerę się nakręcać, że ten cudowny sen kiedyś się skończy? Nie wiem, pojęcia nie mam co jest lepsze. Nikt chyba jeszcze nie wymyślił złotego środka. A marzyłabym o takim. Znacie to uczucie rozrywające serce? Kiedy nagle kończy się coś, co dawało tyle radości, co sprawiało, że każdego dnia człowiek budził się i zasypiał z uśmiechem? Wyczekiwał kolejnego poranka ze świadomością , że będzie równie cudowny jak poprzednie? Ja znam. Ba, znam na pamięć! I do tego nie da się przywyknąć. Zawsze zaskakuje i powala na kolana. Zawsze jest ten sam żal i ta sama tęsknota. I myślę, że to się nigdy nie zmieni,

Trzeba żyć tak, jakby to jutro miał nastąpić koniec. Cieszyć się każdą chwilą, każdym dniem, każdą sekundą. Brać z życia ile się da i jeśli ma się świadomość, że coś się skończyło, przeminęło i nie ma szans na to, by wróciło - zrezygnujcie, odpuśćcie, Trzeba pogodzić się z porażką, przegraną, z klęską, Trwanie w czymś co już nie istnieje zabija nas od środka a wmawianie sobie, że jest cudownie, nie ma sensu. Wiem, że nie jest lekko, wiem, że wymaga ogromnej siły i czasu by się z tym pogodzić, ale wiem też, że każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. I tego od dziś się trzymam. Wspominajmy, ale nie żyjmy wspomnieniami. Wątpmy, ale nie żyjmy złudzeniami , śnijmy i fantazjujmy, ale nie żyjmy marzeniami. Każda porażka uczy nas czegoś nowego a każde rozstanie, rozczarowanie i zakończenie jakiegoś etapu, daje nam nowe doświadczenie, Wszystko jest "po coś".
I albo się z tym pogodzimy, albo będziemy żyć marzeniami i wspomnieniami , co jest zgubne i wyniszcza od środka, trafiając w najgłębsze zakamarki naszego serca.

Zawsze trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jakiś etap w życiu. Jeśli uparcie chcemy w nim trwać dłużej niż to konieczne, tracimy radość i sens tego, co przed nami.
Paulo Coelho

Contact Us

Find Us

Flickr Images

Zblogowani