wtorek, 22 grudnia 2015

Odżywka w sprayu bez spłukiwania

Biosilk jest od jakiegoś czasu moim numerem jeden jeśli chodzi o kosmetyki do włosów. Produkty tej marki świetnie wpływają na moje suche i zniszczone włosy. Po miesiącu używania jedwabiu i olejku arganowego widzę ogromną poprawę. Włosy są przyjemniejsze w dotyku, wyglądają zdecydowanie lepiej i przede wszystkim nie są już tak matowe jak na początku. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że pozostanę przy tych kosmetykach na stałe. Działają a to przecież najważniejsze. Dziś chciałabym Wam pokazać odżywkę do włosów w sprayu i w dodatku bez spłukiwania! Silk Therapy 17 to odżywka , która wyjątkowo nawilża i odżywia suche i zniszczone włosy. Jest świetnym rozwiązaniem dla kobiet, które lubią loki, gdyż nadaje im objętość i blask. Dodatkowo stanowi strukturę ochronną dla końcówek włosów, przeciwdziała ich rozdwajaniu i nadaje połysk matowym włosom. Suszarki i prostownice przestają być aż tak dużym obciążeniem dla włosa , gdyż produkt ten ma również działanie ochronne przed wysokimi temperaturami suszarek itp. Chroni, odbudowuje, nadaje blask, wygładza i sprawia, że włosy są jedwabiste i miękkie w dotyku. Wszystko to zawarte w jednej odżywce. Zamiast kupować kilka , wystarczy wybrać tę jedną , która spełnia wszystkie zadania związane z dbaniem o włosy. Każda kobieta lubi śwetnie wyglądać i robić dobre wrażenie. Kosmetyki BioSilk mają zbawienny wpływ na moje zniszczone włosy i po miesiącu ich użytkowania już czuję się już z nimi dużo lepiej. Myślę, że jeśli zdecydujecie się na wybpróbowanie tej odżywki to nie pożałujecie :) Pokochałam Farouk całym sercem i wiem, że włosy moje już na zawsze zostaną przy tych właśnie kosmetykach!





Prezent Świąteczny dla Mamy

Dzisiaj przedstawiam Wam Świąteczną Listę Prezentów dla Mamy :) Oto moje nr 1! :)

Każda kobieta lubi dobrze wyglądać. Dlatego szukając świątecznych prezentów w branży kosmetycznej odrazu pomyślałam właśnie o marce DermoFuture. Dla mamy mogę polecić Wam zestaw z kosmetyczką a mianowicie Zastrzyk z kwasem hialuronowym + Płyn do demakijażu z micelami witamin. Zastrzyk z kwasem hialuronowym ma działanie wygładzające, uelastyczniające i nawilżające. Spłyca zmarszczki oraz wyjątkowo nawilża suchą skórę. Natomiast Płyn do demakijażu z micelami witamin łagodzi, oczyszcza i regeneruję skórę. Nie wymaga spłukiwania a witaminy w nim zawarte odżywiają skórę.



Kolejną propozycją świątecznego prezentu dla mamy, jest rewelacyjna tunika od Maybe4baby. Tak, zakochana jestem w ich ubraniach. Po pierwsze wykonane są z materiału, który nawet po wielu praniach pozostaje taki sam jak na początku. Miękki , delikatny i wciąż wyglądający jak nowy. Po drugie- świetny styl! Nie ma w ich kolekcji jednej rzeczy, która by mnie nie zachwyciła! Ba, nawet marzyło mi się aby kolekcja dziecięca była wyprodukowana w większym rozmiarze :D Sami powiedzcie, czyż nie są rewelacyjne?


Każda kobieta lubi wszystko mieć poukładane i zaplanowane. A jeśli chodzi o mamy, to już w ogóle. Kolejną propozycją z mojej strony jest rewelacyjny planer firmy MammaMia. Wizualnie wygląda pięknie a dodatkowo ma mnóstwo rewelacyjnych funkcji, które zachwycą każdą, zorganizowaną kobietę. Budżet domowy, plan tygodnia, obowiązki - ba, jest nawet specjalna rubryka na rysunki dzieci! Taki wyjątkowo "matkowy" planer :)



A może rozważacie zakupienie czegoś do domu? Jeśli tak, to mogę polecić Wam rewelacyjne naklejki naścienne firmy Dekornik. Posiadają zarówno przepiękne naklejki z sentencjami jak i fototapety, okleiny na meble, napisy 3D i wiele wiele innych. Wszystko to wykonane bardzo estetycznie i precyzyjnie. Myślę, że to świetny pomysł na świąteczny prezent dla mamy. A dlaczego? Bo patrząc na niego , zawsze będzię pamiętała o nas. A chyba każdy z nas wie, że mamy są ogromnie sentymentalne :).


Ostatnia propozycja świątecznego prezentu to Foto Książka od Printu. Piękne i estetyczne wykonanie na najwyższym poziomie. Najwspanialsze w tym wszystkim jest to , ze wybieracie te zdjęcia, do których mama ma największy sentyment, sami dobieramy wzór, układ oraz okładkę. Wspomnienia zamkniętę w książce , którą sami udekorujemy tak, jak , mama lubi najbardziej. Moim zdaniem prezent jak najbardziej trafiony.


piątek, 11 grudnia 2015

Moje Przedszkolaki.

Minęło już siedem miesięcy odkąd nie pracuję w przedszkolu. Za każdym razem, gdy oglądam zdjęcia z czasów gdy jeszcze byłam tam, tęsknie do nich ogromnie. Do tych okrzyków radosnych, codziennych przytulasów, setek laurek, które do dziś schowane mam na dnie szuflady. Wspominam i wzdycham z utęsknieniem. Wspólne wycieczki, przygotowywanie imprez okolicznościowych, wspólna szkolna Wigilia. Przebywanie tam dawało mi ogromną satysfakcję, zaufanie, którym obdarzyły mnie dzieciaki - motywację do działania. Pracowałam w ośrodku w którym były zarówno dzieci zdrowe jak i chore. Nie muszę chyba mówić ile czasu i poświęcenia potrzeba aby zdobyć zaufanie u dziecka cierpiącego na autyzm. Do dziś pamiętam dzień w którym siedmioletni chłopiec, cierpiący właśnie na tę chorobę podszedł do mnie i uśmiechając się lekko z całych sił się we mnie wtulił. Nie tylko ja byłam zszokowana. Mama otworzyła szeroko oczy ze zdumienia i rzekła:

-Jestem w szoku, przecież on się nigdy do obcych nie przytula, nawet się dotykać nie pozwala...

A do mnie się przytulił. Udało mi się wzbudzić w nim zaufanie. Z jego strony drobny gest, dla mnie ogromne przeżycie , które będę pamiętała już zawsze. Pokochałam te dzieciaki całą sobą. Uwielbiałam przebywać w ich towarzystwie, tulić, pocieszać i chwalić. I zapewne byłabym tam do dziś, gdyby nie fakt, że niektórzy zaczęli kopać pode mną dołki a ja w tym złym czasie miałam trochę szczęścia i dostałam propozycję nie do odrzucenia :) Nawet przez sekundę nie zastanawiałam się nad tym czy żałuję, bo nigdy nie będę. Przecież ma tutaj swoje cudowne i osobiste domowe przedszkole :). A to , że tęsknię to tylko kolejny dowód na to, że sentymentalna jestem ogromnie. Bardzo szybko przyzwyczajam się do ludzi, taa zawsze mnie to gubiło. Dziś oglądam zdjęcia, filmiki i laurki i zastanawiam się jakie te moje przedszkolaki i uczniaki będą za kilka lat. Trzymam za nich mocno kciuki i ślę im ogrom całusów i przytulasów. Najwspanialsi są pod słońcem, tego jestem pewna!







czwartek, 10 grudnia 2015

Czym jest dla mnie Szlachetna Paczka?

Zanim zostałam Wolontariuszem Szlachetnej Paczki, wiedziałam o niej już praktycznie wszystko. Marta z ogromną fascynacją opowiadała mi o jej celach, zasadach jakie w niej obowiązują a także o odczuciach jakie jej towarzyszą, Cała akcja wydawała się  niesamowitym przeżyciem i wspaniałym doświadczeniem. I wiecie co? Odkąd sama jestem w SZP tylko utwierdzam się w tym, że wcale mi się nie wydawało! Odczucia jakie towarzyszą przez cały czas jej trwania są nie do opisania. Spotkania i rozmowy z rodzinami, z ludźmi, którzy pomocy potrzebują jak nikt inny, wspólne dobro czynione razem z innymi wspaniałymi ludźmi, którzy należą do Paczkowej Drużyny- wszystko to co do tej pory wydawało się nam obce i dalekie nagle uderza w nas z ogromną siłą i sprawia, że zaczynamy zupełnie inaczej patrzeć na otaczający nas świat. W jednej chwili nasze problemy wydają się błahe a wszystko to co do tej pory przysparzało nam zmartwień w sekundzie zostaje wyparte ze świadomości. Na pierwszym miejscu pojawia się rodzina, ludzie, którym z całego serca chcemy pomóc i za których w pewnym momencie stajemy się odpowiedzialni. Tak, bycie Wolontariuszem to ogromna odpowiedzialność. Szlachetna Paczka uświadomiła mi, że to czym przejmowałam się dotychczas jest niczym w porównaniu z tym, co spotkało rodziny, którym pomagamy. Dzieciaki , które nie potrafią powiedzieć co chciałyby dostać pod choinkę, bo nie mogą uwierzyć w to , że mogą sobie wybrać prezent. Dorastający chłopiec, który z radością w oczach mówi :

-Ja nie wiem co chciałbym dostać. Może niech Pani zapisze biżuterię dla mamy, bo nie ma nic takiego". W takich momentach zastanawiam się tylko nad tym jak to możliwe, że takie rzeczy dzieją się naprawdę? Że istnieją rodziny, w których dzieci marzą o najzwyklejszym "Kakao". Dziś? W XXI wieku? Świecie komputerów, tabletów i  smartfonów? Wtedy czuję tylko ogromny żal. Nic więcej. A jako Wolontariusz, obiecuję sobie, że zrobię wszystko aby te Święta były dla danej rodziny najpiękniejszymi jakie kiedykolwiek mieli a Nowy Rok nadzieją na lepsze jutro. Za kilka dni finał, czekam na niego z niecierpliwością i wiem, że wzruszeń będzie mnóstwo. Będą łzy radości i łzy wzruszenia. Na samą myśl ściska mnie w gardle i już dziś wiem, że tegoroczne Święta Bożego Narodzenia będą zupełnie inne niż wszystkie. Będą dużo bardziej "Szlachetne" :) !

co mi daje szlachetna paczka



środa, 2 grudnia 2015

Emigracja. Czy bym się odważyła?



Wielokrotnie nad tym rozmyślałam i setki razy rozważałam. W zasadzie od dziecka miałam możliwość wyjazdu za granicę. Broniłam się jednak przed tym jak tylko mogłam. Tu, byłam u siebie, między tymi, których znam i kocham. I choćby mi złote góry proponowali to wtedy na pewno bym się nie zdecydowała. Rozważać zaczęłam dopiero dwa lat temu, gdy wyjechałam za granicę do pracy na całe trzy miesiące. Oczywiście wizja trzech miesięcy z dala od domu wydawała mi się jakimś koszmarem. Jednak po miesiącu pobytu zaczęłam rozważać emigrację! Tak, ja. Wieczna sentymentalna patriotka. Poznałam fantastycznych ludzi, praca była fajna a zarobki świetne. Nareszcie nie musiałam sobie odmawiać wielu rzeczy. W zasadzie, to mogłam sobie pozwolić na wszystko. Było normalnie, po ludzku. Jedyne co mi doskwierało to tęsknota ale z czasem i z nią zaczęłam sobie radzić. Po powrocie do Polski obiecałam sobie, że jak tylko skończę ostatni rok szkoły pakuję manatki i wracam do Szkocji. Plany się pozmieniały. Wszystko jest zupełnie odwrotnie. Wyemigrowałam ale do innego miasta. Nie żałuję, bo tu gdzie jestem czuję się dobrze. Teraz musiałabym się sporo zastanawiać nad tym, czy odważyłabym się na wyjazd za granicę. Jedyne czego jestem pewna, to to, że jakbym miała wyruszyć z tymi duszami, które są wokół mnie na dzień dzisiejszy, byłabym już spakowana i bukowała bilet. Ba, 8 biletów! Ponoć do odważnych świat należy. Ja chyba jednak wolę być tchórzem wśród "swoich". Co prawda w Szkocji i w Niemczech mam bliskie osoby do których w każdej chwili mogłabym wyjechać. Pytanie tylko czy chcę? Bo zostawić tak wszystko tylko z powodu kasy? W chwili obecnej mam dużo, doceniam to każdego dnia i po cichu powtarzam sobie, że inni nie mają tyle szczęścia co ja. I teraz w jednej chwili miałabym to wszystko rzucić i wyjechać tylko z powodu "większej kasy"? Nie, to nie dla mnie. Pieniądze znaczą dla mnie dużo, zresztą chyba dla każdego z nas. Myślę jednak, że są rzeczy ważniejsze. Dla mnie liczy się to co tu i teraz. Emigrować mogę, ale nie sama. Jeśli zabukuję w samolocie 8 miejsc, to nie widzę żadnych przeszkód :). W zaistniałej sytuacji nie widzę innej opcji wyjazdu!

A jak jest z Wami? Bylibyście gotowi w jednej chwili spakować się i wsiąść do samolotu, gdyby trafiła się okazja?

Contact Us

Find Us

Flickr Images

Zblogowani