środa, 2 grudnia 2015

Emigracja. Czy bym się odważyła?



Wielokrotnie nad tym rozmyślałam i setki razy rozważałam. W zasadzie od dziecka miałam możliwość wyjazdu za granicę. Broniłam się jednak przed tym jak tylko mogłam. Tu, byłam u siebie, między tymi, których znam i kocham. I choćby mi złote góry proponowali to wtedy na pewno bym się nie zdecydowała. Rozważać zaczęłam dopiero dwa lat temu, gdy wyjechałam za granicę do pracy na całe trzy miesiące. Oczywiście wizja trzech miesięcy z dala od domu wydawała mi się jakimś koszmarem. Jednak po miesiącu pobytu zaczęłam rozważać emigrację! Tak, ja. Wieczna sentymentalna patriotka. Poznałam fantastycznych ludzi, praca była fajna a zarobki świetne. Nareszcie nie musiałam sobie odmawiać wielu rzeczy. W zasadzie, to mogłam sobie pozwolić na wszystko. Było normalnie, po ludzku. Jedyne co mi doskwierało to tęsknota ale z czasem i z nią zaczęłam sobie radzić. Po powrocie do Polski obiecałam sobie, że jak tylko skończę ostatni rok szkoły pakuję manatki i wracam do Szkocji. Plany się pozmieniały. Wszystko jest zupełnie odwrotnie. Wyemigrowałam ale do innego miasta. Nie żałuję, bo tu gdzie jestem czuję się dobrze. Teraz musiałabym się sporo zastanawiać nad tym, czy odważyłabym się na wyjazd za granicę. Jedyne czego jestem pewna, to to, że jakbym miała wyruszyć z tymi duszami, które są wokół mnie na dzień dzisiejszy, byłabym już spakowana i bukowała bilet. Ba, 8 biletów! Ponoć do odważnych świat należy. Ja chyba jednak wolę być tchórzem wśród "swoich". Co prawda w Szkocji i w Niemczech mam bliskie osoby do których w każdej chwili mogłabym wyjechać. Pytanie tylko czy chcę? Bo zostawić tak wszystko tylko z powodu kasy? W chwili obecnej mam dużo, doceniam to każdego dnia i po cichu powtarzam sobie, że inni nie mają tyle szczęścia co ja. I teraz w jednej chwili miałabym to wszystko rzucić i wyjechać tylko z powodu "większej kasy"? Nie, to nie dla mnie. Pieniądze znaczą dla mnie dużo, zresztą chyba dla każdego z nas. Myślę jednak, że są rzeczy ważniejsze. Dla mnie liczy się to co tu i teraz. Emigrować mogę, ale nie sama. Jeśli zabukuję w samolocie 8 miejsc, to nie widzę żadnych przeszkód :). W zaistniałej sytuacji nie widzę innej opcji wyjazdu!

A jak jest z Wami? Bylibyście gotowi w jednej chwili spakować się i wsiąść do samolotu, gdyby trafiła się okazja?

4 komentarze:

  1. Z doświadczenia wiem, że emigracja bardzo wzbogaca, człowiek wiele się uczy o sobie i swoim dotychczasowym życiu, poszerzają mu się horyzonty, zdobywa nowe doświadczenia. Spędziłam tylko rok w innym kraju ale dało mi to bardzo dużo. Pisze o tym na blogu: https://pewnesprawy.wordpress.com/2015/01/30/emigracja/
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam tak samo jak Ty. Czasami kusi perspektywa migracji. Widzę jak nasz kraj jest w tyle ze... wszystkim. Także z warunkami dla osób niepełnosprawnych. Jednak jestem bardzo przywiązana do miejsca gdzie mieszkam. Do naszej kultury, do smaku polskiego chleba ;) a poza tym, no ja w tym przypadku musiałabym zabukować od razu 2 samoloty. A no właśnie...samoloty. Nie wsiądę do samolotu! Never!!!!!

    OdpowiedzUsuń

Contact Us

Find Us

Flickr Images

Zblogowani